Na co stać Śląsk Wrocław?

W zeszłej kampanii Śląsk nie bronił się rozpaczliwie przed spadkiem do ostatniej kolejki. Wręcz przeciwnie, jako jeden z pierwszych zapewnił sobie ligowy byt z drużyn, które rywalizowały w grupie spadkowej.

Mimo to, sezon określono jako stracony. Klub ze stolicy Dolnego Śląska ambicje miał bowiem znacznie większe, sięgające na pewno zajęcia wysokiego miejsca, które zagwarantowałoby grę w grupie mistrzowskiej. O pucharach nikt nie wspominał, bo oprócz nadziei w sporcie trzeba mieć jeszcze zdrowy rozsądek. Ten podpowiadał, że w kraju jest kilka innych silniejszych na papierze zespołów.

Nowe rozgrywki to nowe cele, wyzwania i nowa karta. Drużyna, która bardzo często zawodziła kibiców w poprzednim sezonie, została wzmocniona. Do Śląska trafiło trzech Portugalczyków – Augusto, Goncalves oraz Alvarinho. Każdy z nich był kreowany na piłkarza podstawowego składu. Do tego w ekipie pozostali tacy gracze jak Celeban czy Morioka. Zwłaszcza pozostanie Japończyka, jednego z niewielu jasnych punktów w rundzie wiosennej, może napawać fanów optymizmem. Azjata to typ zawodnika, który może być niewidoczny w zasadzie przez całe spotkanie, ale w decydującym momencie weźmie na siebie ciężar gry i przeprowadzi kluczową akcję.

Klub ma jednak jeden duży problem – napastnicy, a raczej ich brak. W kadrze znajdziemy dwóch snajperów – Bilińskiego oraz Idzika. Teoretycznie podstawowym wyborem trenera Rumaka powinien być ten pierwszy, ale szkoleniowiec na pierwszy mecz ligowy z Lechem na szpicy postawił na… Moriokę. Efekt? (Infografika via www.sporticos.com).

Trzy strzały celne przy ogólnej liczbie dziesięciu prób to wynik mizerny. W dalszej części meczu do gry wpuszczony został niespodziewanie Idzik, ale podczas 12 minut gry niewiele mógł zdziałać. Zwłaszcza że poczynania ofensywne wrocławian zależały w ogromnej mierze od Morioki, a ten sam meczu wygrać nie mógł.

Kadra Śląska wygląda nieźle jak na polskie realia, ale brakuje w niej skutecznego napastnika. Od odejścia Marco Paixao włodarze nie potrafią znaleźć jego następcy, a bez niego może być trudno o poprawę względem poprzedniego sezonu.

Wyświetl pełną wersję strony