Pół tysiąca kilometrów rowerowej podróży Jacka Szandały

Jacek Szandała wybrał się w trzydniową, samotną podróż rowerem po Dolnym Śląsku.


REKLAMA

Choć jeszcze rok temu problemem było dla niego przejechanie krótkiej trasy, kilkanaście dni temu wybrał się w wymagającą, samotną podróż po naszym województwie. Jacek Szandała ma za sobą długą, rowerową wycieczkę, którą zapamięta na lata.

– Przed wyjazdem zaplanowałem sobie trasę około 500 kilometrów po drogach Dolnego Śląska. Miejscowości w większości położone były w górach, więc sam do końca nie byłem pewien, czy uda mi się to uda przejechać – przyznaje. Udało się. Pan Jacek jest już w domu. Jak wspomina osobisty „tour de Silesia”?

– Pierwszego dnia (182 km) wyjechałem z domu w kierunku Gryfowa Śląskiego. Pogoda była wymarzona. Odwiedziłem po drodze Wrocław, Jawor, Złotoryję, Lubartów i wiele innych miejscowości. Nocleg miałem zapewniony u kuzyna Grzegorza w Gryfowie Śląskim, gdzie nabrałem sił na kolejny dzień pedałowania – opowiada nasz rozmówca. 13769397_1057568630991114_6811912702076442931_n

Kolejny dzień (137 km) zaskoczył naszego rowerzystę kapryśną aurą i opadami deszczu. – Mimo niesprzyjających warunków udałem się do Świeradowa Zdroju, następnie Szklarskiej Poręby, Karpacza, Kowar, Kamiennej Góra, Krzeszowa, aż do Głuszycy. Deszcz padał cały dzień. Dwa razy używając nawigacji znalazłem się w miejscu, gdzie skończyła się droga. Mało tego, brak było zasięgu i taszczyłem rower na przełaj pod górę, korzystając jedynie z GPS. Na szczęście nocleg znalazłem bardzo szybko – relacjonuje swoją przygodę pan Jacek.

Trzeci dzień (157 km) był już dniem powrotu do domu, a trasa wiodła przez Nową Rudę, Srebrną Górę, Ząbkowice, Ziębice, Strzelin i Oławę. – Pogoda była zmienna, aczkolwiek im bliżej domu to temperatura coraz wyższa – słyszymy.

13775419_1057543627660281_227646423106233884_n 13782137_1057544437660200_8204349895158445345_n

Jak opowiada oleśnicki rowerzysta, wszędzie gdzie był spotykał się z życzliwością. – Przykładowo, gdy podjeżdżałem pod górę zatrzymał się Pan busem proponując podwiezienie żebym się nie męczył. Nie skorzystam, ale poczułem przypływ energii – wspomina Szandała.

Rowerowe wojaże pozytywnie wpłynęły nie tylko na fizyczną formę oleśniczanina, ale również – jak sam podkreśla – wzmocniły jego charakter.

– Wyjazd dodał mi pewności siebie w pokonywaniu życiowych przeszkód. Jeszcze jak sobie pomyśle, że w maju ubiegłego roku nie potrafiłem przejechać 10 kilometrów, to czuję się zwycięzcą. Chciałbym, aby ta wyprawa mogła być przykładem dla innych, że nic w życiu nie jest stracone i jak tylko się chce to można dużo osiągnąć – puentuje pan Jacek.

RED, fot.arch.pryw.J.Szandały

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wyświetl pełną wersję strony