[WYWIAD] W.Włodarczyk: karatecy to nie rycerze Jedi, trzeba mieć świadomość konsekwencji użycia swych umiejętności

Wicemistrz Polski w kumite, założyciel pierwszej w Polsce prywatnej szkoły karate, która liczy już ponad 20 lat.  Czy kiedykolwiek musiał użyć swoich umiejętności do samoobrony? Poznajcie bliżej historię bierutowskiego karateki Wojciecha Włodarczyka.


REKLAMA

Adam Besz, OlesnickiSport.pl: Zacznijmy od początku, skąd się wzięło karate w Twoim życiu? Od kiedy zacząłeś uprawiać waśnie tę dyscyplinę sportu?

Wojciech Włodarczyk, Szkoła Karate Wojciecha Włodarczyka: Dlaczego karate, to zbieg okoliczności, po filmie „Wejście Smoka” w Bierutowie powstała sekcja karate, wtedy wszyscy moi koledzy zapisali się, a mnie zabrali niejako na siłę.

Karate kojarzy mi się ze sztuką walki z przeciwnikiem. Czym ono tak naprawdę jest?

To faktycznie jest walka z przeciwnikiem, choć sam trening pomaga walczyć także z przeciwnościami losu.

Czy karate pomaga w życiu osobistym, na co dzień? Uczy czegoś?

Czasami staje się drogą, wskazówkami w życiu. Karate uczy pokory, systematyczności, uporu, dyscypliny, na pewno pomaga w życiu.

Na swoim koncie masz VI Dan Karate Shotokan. To najwyższy stopień? Wyjaśnisz nam co to takiego i na czym polega?

To stopień mistrzowski. Nie jest to stopień najwyższy, na świecie są wyższe, ale w Polsce to jeden z najwyższych, jest kilka 7 danów i kilka szóstych.

Sensei, jakie sukcesy masz w dorobku? Po karierze indywidualnej przesądzone było o założeniu własnej szkoły? Skąd pomysł?

W czasach kiedy byłem zawodnikiem, było mało zawodów, natomiast moje najwyższe trofeum to II miejsce w Mistrzostwach Polski w 1986 roku w kumite(walka). Najpierw zrobiło mi się szkoda, że sekcja w Bierutowie upada, a później przyszedł szalony pomysł – pierwsza prywatna szkoła karate w Polsce.

Szkoła liczy już ponad 20 lat. Niezły wyczyn. Tylko w Twoim rodzinnym Bierutowie można ćwiczyć w Twojej szkole?

Prowadzę zajęcia od 1990 roku, w tym czasie było wiele miejscowości i poznałem wielu wspaniałych ludzi w naszym województwie i w opolskim. Obecnie prowadzę zajęcia w Bierutowie, Oleśnicy i we Wrocławiu.

Co Ci daje większą satysfakcję: własne sukcesy czy możliwość przekazania wartości dzieciom i śledzenie ich postępów w karate?

Jak w każdym sporcie najpierw cieszą własne sukcesy, a później cieszysz się jako trener.

Czy rodzice oddający dzieci pod Twoją opiekę nie obawiają się, że ich pociechy ćwicząc karate staną się agresywne?

Wręcz przeciwnie, zazwyczaj pada stwierdzenie – „moje dziecko jest bardzo żywe, może przyda mu się trochę dyscypliny”, a agresja?, to stoi w sprzeczności z ideą karate.

Jak przekonać młodych ludzi do tego, aby bardziej woleli założyć kimono niż strój piłkarski? A gdy już się do tego przekonają jakiej rady udzieliłbyś na początku ich drogi?

Teraz każdy rodzic chce by jego dziecko stało się następcą Lewandowskiego (swoją drogą imponuje mi jego pracowitość i upór) jeśli myślą tylko o aspekcie finansowym to oczywiście piłka nożna, ale jak chcą harmonijnego rozwoju psychofizycznego to karate.

Każdy może zostać karateką, czy są jakieś przeciwwskazania?

Każdy, choć ostateczna decyzję podejmuje lekarz, tak na marginesie, ćwiczyło i ćwiczy u mnie wiele dzieci lekarzy, a oni chyba sami wiedzą co dla ich dzieci jest dobre.

Znalazłeś się w sytuacji, w której musiałeś użyć umiejętności karate?

Czy musiałem wykorzystać umiejętności, o to pyta wiele osób, które niewiele mają wspólnego z tą dyscypliną, ale… raz mi się zdarzyło na początku mojej drogi, i na szczęście nic wielkiego się nie stało. Później było mi wstyd i w następnej sytuacji „podbramkowej” udało się bez walki. Karatecy to nie rycerze Jedi, tu naprawdę trzeba mieć świadomość konsekwencji użycia tych umiejętności.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wyświetl pełną wersję strony