Organizujesz bieg? Na pewno będzie Mandat!

Znana i szczególnie lubiana postać wśród oleśnickich biegaczy. Zawsze uśmiechnięty i radośnie celebrujący dobiegnięcie do mety emerytowany policjant. Mowa oczywiście o nikim innym, a o Janku Mandacie. Trudno nam dziś wyobrazić sobie listę startową bez jego nazwiska, a przecież biegać zaczął „zaledwie” nieco ponad dekadę temu. Jego historia to świetny przykład na to, że aby postawić pierwszy biegowy krok nigdy nie jest zbyt późno.


REKLAMA

– Od zawsze lubiłem sport. Miałem nawet osiągnięcia piłkarskie ze szkolną reprezentacją, obok Leszka Cielibały, czy Zbyszka Żurka, czyli chłopaków, którzy potem osiągali w piłce sukcesy. A potem jakoś tak zeszło to na boczny tor – mówi nam 57-letni sportowiec. I tak było do końca lat dziewięćdziesiątych.

– To były czasy, kiedy bieganie zaczynało się stawać modne. W 1999 roku przy okazji Biegu Psujka po raz pierwszy zorganizowano Bieg o Puchar Komendanta Wojewódzkiego Policji i… trudno było znaleźć chętnych do startu. Biegliśmy na 2 kilometry. I to był taki zalążek. Pomiędzy kolejnymi edycjami biegałem czysto rekreacyjnie, aby się przygotować jakoś do policyjnych zawodów. Aż do 2005 roku, kiedy po raz pierwszy wystartowałem w biegu ulicznym, biegnąc na 10 km w odbywającym się wyjątkowo w maju memoriale Psujka – wspomina pan Janek.

Skończył w szpitalu

Debiut mocno wyrył mu się w pamięci, bo zakończył się wizytą w szpitalu. – Dobiegłem na metę i wszystko wydawałoby się być w porządku. Aż do momentu, gdy usiadłem. Okazało się, że byłem odwodniony. W szpitalu myślałem sobie, że jak z tego wyjdę to nigdy już nie pobiegnę. Ale później poczytałem o tym jak biegać i robić to mądrze, i po miesiącu wróciłem do treningów – opowiada Mandat.

Bieganie wciągnęło go bez reszty. Był okres, kiedy przebiegał po 200 kilometrów w miesiącu. – Co zabawne, gdy zaczynałem biegać, to wsiadałem w samochód i jechałem w miejsce, gdzie robiłem trening i potem autem wracałem do domu. A wszystko dlatego, że się wstydziłem przed sąsiadami. Co oni sobie pomyślą? Miałem przecież już 45 lat na karku. Teraz są już przyzwyczajeni, pozdrawiają na mieście – słyszymy od naszego rozmówcy.

biegtward-trasa_050

Aktualnie, wliczając w to miniony weekend, podczas którego pobiegł w Biegu Koguta w Oławie, ma już na koncie 279 biegów. Na różnych dystansach, od tych kilkukilometrowych po maratony. Tych ostatnich ukończył dziesięć. Ciekawostką jest, że jako pierwszy biegacz amator z Oleśnicy zdobył Koronę Maratonów Polskich. – Pierwszy maraton w życiu przebiegłem w Dębnie. Uczucie ukończenia jest nie do opisania. W trakcie się zastanawiasz po co w ogóle to wszystko, ale gdy dotrzesz do mety satysfakcja jest ogromna. Pozostałe maratony korony to Kraków, Wrocław, Warszawa i Poznań – wymienia były mundurowy.

Przygoda życia

W 2008 roku w odstępie niespełna miesiąca pobiegł w trzech maratonach. 14 września, 28 września i 12 października. Życiówkę ma poniżej 3 i pół godziny. Dokładne daty, miejsca i czasy skrupulatnie zapisuje w notatniku. Wosobnym segregatorze kolekcjonuje numery startowe z każdego ze swoich startów. Do tego dochodzi pokaźny zbiór medali oraz mapa zawieszona w garażu z zaznaczonymi miejscami, które odwiedził. – Ja tym żyje. Zapisany mam każdy start, czasy i podsumowanie całego sezonu – zdradza zawodnik.

– Uwielbiam jeździć na zawody. Trening dwa razy w tygodniu jest fajny, ale atmosfera na zawodach jest szczególna. Przede wszystkim poznaje się mnóstwo nowych ludzi. Raz po 25 latach spotkałem kolegę z wojska. A na przykład na Biegu Niepodległości poznałem Maćka Kurzajewskiego i na ostatniej edycji okazało się, że wciąż mnie pamięta – opowiada Mandat. biegoklode_096

Wśród ulubionych imprez wymienia Półmaraton Ślężański i Bieg Częstochowski, których uczestniczy już blisko od dekady. Ale najmocniej ceni Pielgrzymkę Biegową Policji Dolnośląskiej z Wrocławia do Rzymu. Mówi, że to była przygoda życia.

– To było w 2007 roku. Był ze mną również Piotrek Nieckarz. Biegliśmy sztafetą 12 par przez Czechy, Austrię i Włochy aż do Watykanu. Dziennie pokonywaliśmy około 200 kilometrów i 13 maja dotarliśmy na miejsce z petycją o rychłą beatyfikację papieża Jana Pawła II – wyjaśnia pan Janek, który był w grupie założycieli Klubu Biegacza Lupus, który powstał w grudniu 2006 r.

– Na biegu w Ostrowie Wielkopolskim spotkałem Krzyśka Szczepaniaka, który podzielił się pomysłem założenia stowarzyszenia biegowego. Był też pierwszym prezesem klubu. Dlaczego Lupus? Szukaliśmy czegoś co kojarzy się z dzikością, naturą i uznaliśmy, że wilk będzie tego idealnym symbolem – tłumaczy biegacz.

Dla przyjemności i dla zdrowia

Oleśniczanin podkreśla, że bieganie to dla niego sposób na zdrowie. – W 2011 roku lekarze stwierdzili u mnie migotanie przedsionków, więc nie biegam już w takim wysokim tempie jak kiedyś, ale będę biegał dopóki tylko zdrowie pozwoli. Grypa i przeziębienie omijają mnie z daleka. Przez te kilkanaście lat tylko raz przydarzyła mi się kontuzja – słyszymy.

Jak sam mówi, nie trzyma żadnej konkretnej diety, stara się odżywiać zdrowo, jeść dużo owoców i warzyw, a od 4 lat nie pije też alkoholu. Bieganie zapewnia mu też wysoki poziom hormonów szczęścia. – Robię to, co lubię i każdy start to radość. Nie wygrałem i nie wygram nigdy żadnego biegu, ale zawsze czuję się zwycięzcą, bo nie startuję dla rekordów i wyników, a dla przyjemności. Ważne, aby się tym bawić, poprzybijać piątki, pozdrowić kibiców. Trzeba być wesołym, a nie smutasem – podkreśla.

biegdofatimskiej_218

Stałą grupę kibiców ma zawsze ze sobą, bo często towarzyszy mu rodzina i ukochane wnuki. – To moi najlepsi i najwierniejsi kibice. Już staram się ich zarazić bieganiem, które polecam każdemu niezależnie od wieku. Ja zaczynałem mając 45 lat i w tej przygodzie z bieganiem żałuję tylko tego, że nie zacząłem wcześniej – puentuje pan Janek.

REKLAMA
  1. Jacek

    Janku Mistrzu! Wielkie brawa od wszystkich biegaczy z Blachowni,zawsze miło Cie widzieć na zawodach.

    (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wyświetl pełną wersję strony